Pomieszczenie zaczęło napełniać się wodą. Podszedłem do otworu w ziemi, którym wcześniej weszliśmy.
-Kurwa, zamknięte! -szarpałem za właz.
-No to po nas... -powiedziała wróżka.
-Może byś mi tak pomogła? -zapytałem Floranę.
Lumen podeszła w moją stronę.
-Ty nie! Nie próbuj tego tknąć, nie chcę by coś ci się stało! Jesteś wystarczające wymęczona przez to wszystko!
-Ale ja też muszę...
-Nie!
Milczała.
-Przepraszam... przesadziłem...
-W porządku. Dasz radę! -lekko się uśmiechnęła.
-Przepraszam cię... -jeszcze raz przeprosiłem i razem z Floraną męczyliśmy się, by otworzyć metalowe drzwi usadowione na ziemi.
Woda sięgała nam już do bioder. Było coraz trudniej. Ale po pewnym czasie udało nam się nareszcie otworzyć przejście.
Wyszliśmy z małego pomieszczenia po czym zaczęliśmy szukać wyjścia. Wszystkie drzwi, jak i korytarze wyglądały tak samo. Wciąż błądziliśmy.
Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Po korytarzach chodzili strażnicy...
-To oni! Brać ich! -ciężko było uciec.
Nas była trójka, a ich... z dziesięciu.
-Magia dalej nie działa!? -zapytałem.
-Nic z tego! Nie da rady!
-Więc trzeba użyć bardziej drastycznych środków... -cicho powiedziałem.
Wyjąłem więc miecz z pasa. Tak długo już go nie używałem... Mam nadzieję, że wciąż jest ostry.
Nie zważając na nic po prostu ruszyłem w ich stronę i zaatakowałem. Był rozlew krwi...
-Wybaczcie, że musicie na to patrzeć.
<Lumen? :3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz