poniedziałek, 29 grudnia 2014

Od Esdeath Cd. Ingwara

Dziś zrozumiałam piękno zmroku.
Siedziałam wpatrzona w niebo, a raczej w jego tysiące gwiazd i wsłuchiwałam się w odpowiedzi Cedrika.
- Więcej jestem w stanie dowiedzieć się jednego wieczora od ciebie, niż z kilku nocy spędzonym z starodawnymi księgami - powiedziałam wzdychając.
- I dodatkowo moje słowa są chyba bardziej wiarygodne niż książki, racja?
- Może i masz racje, ale w ten sposób prędzej zostanę szpiegiem na przesłuchaniu, niż uczoną - powiedziałam moim typowym bez emocjonalnym tonem.
Chłopak poderwał się i spojrzał prosto na mnie. Jego wyraz twarzy był zdziwiony, i tylko czekałam aż zamieni się w taki, który za chwile ma wybuchnąć śmiechem. Lekko rozbawiła mnie ta sytuacja, ponieważ Cedrik widocznie wziął to na poważnie.
- Chcesz być uczoną..? - zapytał ostrożnie.
- Spokojnie, to było tylko takie porównanie. Jestem wojowniczką, a nauka jest tylko moją pasją. Moc miecza przewyższa moc księgi, lecz złączone tworzą potęgę, racja? - lekko się uśmiechnęłam, lecz nadal nie zmieniałam tonu głosu. - Przepraszam, odciagam nas od tematu. Powiedz mi jeślibym cię teraz zaatakowała z zaskoczenia a ty byś nie zdążył zareagować to twoje ciało przyjęłoby mój cios, czy odrzuciło ostrze? - kontynuowałam.
- Gwarantuje ci, że nie dałabyś rady mnie zaskoczyć. A nawet jeśli, to prędzej złamiesz sobie miecz niż przetniesz moją skórę.
- Imponujące!
Nastała chwilowa cisza. Odchyliłam głowę w górę i położyłam się na trawie. Patrząc w gwiazdy rozmyślałam nad tym jak wygodna musi być ta umiejętność, zero zmartwień dotyczących ataku z zaskoczenia, naprawdę cudowne. - A ty? Cały czas mówimy o mnie, więc powiedz mi coś o sobie.
- A co chcesz wiedzieć?
- Nie wiem... Może powiedz mi o swojej rasie, tak jak ja mówiłem o mojej. Jak zrobiłaś ten łuk?
- Jestem człowiekiem, magiem. Moim żywiołem jest lód, a domeną tworzenie. W prawdzie podczas walki magi nie używam, tylko tego co stworze, mówię oczywiście o broniach jak ten łuk i strzały wczoraj. Na co dzień nie posługuje się łukiem, z którym wprawdzie strzelam jak ślepiec,  natomiast lodowym sztyletem Saliber... - wystawiłam dłoń przed siebie i zdjełam rękawiczkę, moje oczy błysnęły nasyconą czerwienią, a na mojej ręce utworzyła się chmura ciekłego azotu. Z niej natomiast dostojnie wyłaniał się sztylet, od bogato zdobionej rękojeści, aż po ostre niczym brzytwa lodowe ostrze, które nieustannie tworzyło chmure ciekłego azotu.
- Nee, Cedrik - moje czerwone oczy bez emocjonalnie wpatrywały się w ostrze. - Opowiedz mi teraz coś o sobie, nie o Bouverach...
Noc coraz bardziej zbliżała się ku końcowi, a ja chciałam odpowiedzi na jeszcze tak wiele pytań. Lecz czy powinnam je zadawać?

<Cedrik? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz