- Ja nie mam zamiaru. Nie lubię takich rzeczy. - Odparła szybko Jody. Padło na mnie. W sumie to nawet mi to nie przyszkadzało.
- No to ja. - rzekłam i uśmiechnęłam się. - To bardziej oficjalne spotkanie, czy włożyć coś normalnego?
Artur chwilę nie odpowiadał. W końcu powiedział:
- Włóż jakąś ładną sukienkę.
- W porządku.
Lubiłam sukienki. W głowie zaczęłam układać plan sukienki.
- O której mam do ciebie przyjść?
- Przyjdę po ciebie, jak będzie pora. Nie martw się. - powiedział, po czym pożagnał się i wyszedł. Usłyszałam dżwięk zamykanych drzwi i od razu wypaliłam.
- Jody!! Musisz mi pomóc z sukienką. Mam genialny plan! - krzyknęłam i pobiegłam po kartkę i cos do pisania. Narysowałam najpierw przód, potem tył i na koniec widok z boku. Była piękna.
- Musimy taką zrobić. Pomożesz? - zapytałam z nadzieją.
- Jasne.. Co ma robić?
- Poszukaj w szufladach pod schodami kwiatu lotosu. Będzie tutaj. - powiedziałam i wskazałam ramiączko sukienki na rysunku. Jody zeszła na dół, a ja razem z nią. Wyszłam na dwór i zaćwierkałam. Robiłam to rzadko i słabo mi wychodziło, ale zwierzęta (a przynajmniej część) zrozumiały i przybyły. Wydałam polecenia odnośnie potrzebnych materiałów i czekałam, aż wszystko przybędzie. Nie trwało to długo i po chwili mogłam zacząć szyć. No prawie.
- Jody, w stoliku nocnym jest igła i nić. Przyniesiesz?
- Tsa.. - powiedziała i pobiegła do domu. Nie zajęło jejto długo i po chwili już na prawdę mogłam zacząć. Zaczęłam od spudnicy z liści lipy sięgającej ponad kolana. Później gorset z drobnych listków jabłoni, a to wszystko przyszyłam do zielonego jedwabiu, który wygrzebałam gdzieś w domu. Na koniec przymocowałam kwiat lotosu i sukienka była gotowa.
<Artur?>
- No to ja. - rzekłam i uśmiechnęłam się. - To bardziej oficjalne spotkanie, czy włożyć coś normalnego?
Artur chwilę nie odpowiadał. W końcu powiedział:
- Włóż jakąś ładną sukienkę.
- W porządku.
Lubiłam sukienki. W głowie zaczęłam układać plan sukienki.
- O której mam do ciebie przyjść?
- Przyjdę po ciebie, jak będzie pora. Nie martw się. - powiedział, po czym pożagnał się i wyszedł. Usłyszałam dżwięk zamykanych drzwi i od razu wypaliłam.
- Jody!! Musisz mi pomóc z sukienką. Mam genialny plan! - krzyknęłam i pobiegłam po kartkę i cos do pisania. Narysowałam najpierw przód, potem tył i na koniec widok z boku. Była piękna.
- Musimy taką zrobić. Pomożesz? - zapytałam z nadzieją.
- Jasne.. Co ma robić?
- Poszukaj w szufladach pod schodami kwiatu lotosu. Będzie tutaj. - powiedziałam i wskazałam ramiączko sukienki na rysunku. Jody zeszła na dół, a ja razem z nią. Wyszłam na dwór i zaćwierkałam. Robiłam to rzadko i słabo mi wychodziło, ale zwierzęta (a przynajmniej część) zrozumiały i przybyły. Wydałam polecenia odnośnie potrzebnych materiałów i czekałam, aż wszystko przybędzie. Nie trwało to długo i po chwili mogłam zacząć szyć. No prawie.
- Jody, w stoliku nocnym jest igła i nić. Przyniesiesz?
- Tsa.. - powiedziała i pobiegła do domu. Nie zajęło jejto długo i po chwili już na prawdę mogłam zacząć. Zaczęłam od spudnicy z liści lipy sięgającej ponad kolana. Później gorset z drobnych listków jabłoni, a to wszystko przyszyłam do zielonego jedwabiu, który wygrzebałam gdzieś w domu. Na koniec przymocowałam kwiat lotosu i sukienka była gotowa.
<Artur?>
Em, sukienka raczej niepotrzebna ale jak wolisz XD
OdpowiedzUsuń