Wpatrywałam się w sufit.
Tibor „majstrował” przy mojej stopie.
- Boli? - spytał.
- Trochę, ale da się wytrzymać. - mruknęłam.
Chłopak mruczał coś pod nosem.
Nie znam się na uzdrawianiu, zawsze jakoś udawało mi się wylizać.
Obłożył czymś moją ranę, podniosłam się z bólu.
Szczypało jak CHOLERA!
- Wybacz, powinienem Cię uprzedzić. - powiedział.
Wymusiłam uśmiech, pokazując mu że nic się nie stało.
<Tibor?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz