czwartek, 1 stycznia 2015

Od Tibora - Cd. Narcyzy

Spojrzałem na nią przerażony i delikatnie uniosłem, odnosząc w mniej niebezpieczne miejsce. Jeśli to w ogóle było możliwe. Z torby którą zawsze ze sobą nosiłem wydobyłem bukłak z wodą i kilka ziół. Ostrożnie zdjąłem jej but. Zasyczała boleśnie.
- Co robisz?
- Muszę to opatrzeć. Spokojnie.
- Nie jesteś uzdrowicielem.
- Jestem Rathmitą. Uczą nas zabijania.
- Jaka ulga. - zadrwiła.
- Spokojnie. Aby dobrze wypełniać swoje zadanie należy najpierw poznać ciało człowieka. Nie ruszaj się. - przemyłem jej nogę a krwawa kałuża powiększyła się strasznie.
Narcyza jęknęła i położyła się na ziemi.
- Nie martw się, zaraz skończę.
- Kręci mi się w głowie.
Zmarszczyłem brwi. Trucizna? Wyjąłem kościany sztylet i skierowałem na ranę. Jisnęła widząc to.
- Chcesz mnie zabić?!
- Ta i ciągnąłbym cię po katakumbach. Znalazłbym bliższe miejsce kochanie.
Spojrzała ostro.
- W takim razie co robisz?
- Mój sztylet to łącznik między światem duchów. Dzięki jego magii mogę wytoczyć truciznę z rany. Teoretycznie.
- No pięknie. - mruknęła.
Uśmiechnąłem się do niej.
- Spokojnie. Jestem zawodowcem. Jakieś ostatnie życzenie? - zażartowałem.
- To nie jest śmieszne.

<Narcyzo? xD >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz