Spojrzał na nią jak na idiotkę.-Nie, nie mamy.
Rozejrzał się dookoła, nagle spoważniał patrząc na
wierzchołek drzewa stojącego w dali.-To nie są czasy, w których można mówić o
„gotowych kwaterach”. To wieczna wojna. My, tak samo jak i ty, ciągle
podróżujemy. Od wioski do wioski, od miasta do miasta. W każdym potrzebują
naszej pomocy-powiedział z westchnieniem. Przez jakiś czas szedł w milczeniu,
pogrążony w zadumie. Ile już czasu minęło? Dziesięć? Dwanaście lat? Coś około
tego.
-Królik!-zawołał zaskoczony. Tego się nie spodziewał, biały
królik wystrzelił jak z procy i świsnął prosto przed nim.-Łap go! Ja chcę
królika!
<No Tori, łap go. Artur chce królika XD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz