środa, 26 listopada 2014

Od Malthaela

Malheur siedział na najwyższym dachu i liczył gołębie. Zaciął się przy dwudziestu z zadumą obserwując ich lot. Skierował spojrzenie w dół na zatłoczoną ulicę pełną maleńkich światełek. Wszystko wyglądało inaczej z tej perspektywy. Tak… irytująco. Westchnął i wstał, otrzepując ubranie z pyłu.
- Pora kogoś odwiedzić. - wyszeptał i zaczął sprawnie skakać po dachach. Miał zamiar pobawić się nieco. W końcu na co komu życie skoro jest śmiertelnie nudne? Wyczuł jakieś negatywne emocje i przystanął. Przekrzywił rogatą głowę ale nie zainteresował się na tyle, by jednak dołączyć. W końcu po około godzinie wędrówki stanął na niepozornym balkonie. Wyczuwał, że w środku znajduje się śpiąca dziewczyna. Miała taki słodki sen. Gdyby Malheur odczuwał inne uczucia prócz tych złych, zapewne odwróciłby się na pięcie i zostawił ją w spokoju. Zamiast tego jednak nacisnął na szybkę a dłoń przybrała postać czarnej mgły. Zaraz potem był już w środku. Pokój niczego sobie, wyglądało na to, że ślicznotka nie opływała raczej w luksusy. Usiadł przy zamkniętym sekretarzyku i otworzył z zadumą. Przejrzał jej listy ze względnym zainteresowaniem. Spostrzegł, że poruszyła się niespokojnie. Uśmiechnął się i podkradł jak drapieżnik do ofiary. Ułożył obok niej na łóżku i delikatnie dotknął policzka.
- Pora wstawać kwiatuszku. Zgotuję ci twój własny, prywatny koszmar. Widzisz jaki jestem miły? - wyszeptał.

<Em ktokolwiek?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz