-Ładny, prawda? -ktoś z takim pięknym i dumnym głosem z pewnością nie raz widział ten widok...
-Och tak... Kim jesteś? -grzecznie zapytałam.
-Nazywam się Jake Lord. Jestem przywódcą tej organizacji.
-P-przepraszam, ja... n-nie wiedziałam o tym... -zawstydziłam się.
-W porządku. Widzę cię po raz pierwszy więc to nic dziwnego. Chociaż ja już wiem jak się nazywasz Vassalord. -zwrócił się do mnie.
-Możesz mówić Christina... -robiłam się czerwona.
-Przestań... to głupie. -zaczął się śmiać.
-Czy ja coś robię!? -stałam na granicy śmiechu i zdenerwowania, miałam mieszane uczucia...
-Nie, jest dobrze. -podszedł do mnie i przyjacielsko objął.
-Dobrze było cię teraz poznać panie Lord...
-Wystarczy Jake. -uśmiechnął się do mnie- Ja już będę szedł. Miłego wieczoru Christina!
-Dziękuję! -i odszedł...
-Kleisz się do Jake'a co? -jakiś mężczyzna podszedł do mnie i mówił takie rzeczy strasznie nieprzyjemnym głosem... Nie odzywałam się. Wolałam siedzieć cicho.
-Taka dobra duszyczka z ciebie. Lubię takie. Pewnie będziesz też dobra w wielu innych rzeczach... -chwycił mnie od tyłu za dłoń. Łzy same zaczęły płynąć z moich oczu. Byłam przerażona. Choć był to tylko dotyk ręki, to ten drań się tego odważył...
<Connor?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz