Wydawało mi się zirytowane westchnienie. Chyba szybko raczej to nie
nastąpi. Nagle coś uderzyło nas jak rozpędzony pociąg i Artur poleciał
dwa metry na ścianę budynku. Ktoś pomógł mi wstać. Usłyszał am
charakterystyczny warkot metalu o metal.
- Dzięki braciszku.
Wstałam i otrzepałam się. Facet tym razem wpadł w furię. Użyłam bata,który owiną się wokoło gałęzi i pociągnęłam. Polecieliśmy w górę i przysiedliśmy na dachu. Spojrzałam w dół.
- Daj znać jak będziesz gotowy rozmawiać. Znajdziesz mnie jak się postarasz.
Odwróciłam się i zniknęłam,biegnąc z niebywałą prędkością. Zostawił am go samego. Nie zamierzam się z nim obżerać.
<Artur?>
- Dzięki braciszku.
Wstałam i otrzepałam się. Facet tym razem wpadł w furię. Użyłam bata,który owiną się wokoło gałęzi i pociągnęłam. Polecieliśmy w górę i przysiedliśmy na dachu. Spojrzałam w dół.
- Daj znać jak będziesz gotowy rozmawiać. Znajdziesz mnie jak się postarasz.
Odwróciłam się i zniknęłam,biegnąc z niebywałą prędkością. Zostawił am go samego. Nie zamierzam się z nim obżerać.
<Artur?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz