Ocknąłem się. Poczułem coś zimnego na mojej głowie. Był to zmoczony wodą ręcznik.
Wstałem z kanapy.
Czułem się dobrze. Choć nie pamiętam co działo się, kiedy straciłem przytomność. Sylvanas spała na fotelu obok. Spojrzałem na nią.
-To twoja sprawka co? -wyszeptałem uśmiechając się.
Wyglądała na naprawdę zmęczoną.
Zbliżyłem się do niej nieco. Ale zaraz gwałtownie się odsunąłem.
-Co do... -zasłoniłem usta ręką.
Czułem, że czerwienieję. C-co ja właśnie chciałem zrobić!?
Ponownie ułożyłem na kanapie. Zasłoniłem dłonią oczy.
-Bez sensu... -szepnąłem.
Promienie słoneczne w pełni oświetlały gabinet. Zbliżał się koniec dnia...
Za każdym razem, kiedy Sylvanas była w pobliżu czułem się jakoś tak... inaczej. Chciałbym być zawsze blisko niej...
Zaraz, zaraz...
To nie jest miłość, prawda!?
Po raz kolejny wstałem z miejsca. Tym razem nie potrafiłem się powstrzymać i delikatnie pocałowałem Sylvanas. Nie chciałem tego robić, ale... chciałem (Jake jest bardzo mondry ♥).
-Nadal się nie obudziłaś... to dobrze...
Pocałowałem ją po raz kolejny, ale zaraz się zorientowałem co właśnie głupiego zrobiłem (tak, on był świadomy tego co robi xdd). Chciałem wyjść z gabinetu, ale...
-Co robisz? -usłyszałem cichy głos wybudzonej Sylvanas. -I czemu znowu wyglądasz jak burak? -dopytała. -Masz gorączkę? -dotknęła swoich ust. -Zaraz, czy ty... -zaczęła mówić powoli wstając.
-Przepraszam... ja...-spuściłem głowę na dół i czym prędzej wyszedłem z pokoju.
Choć nawet nie byłem pewien, czy zorientowała się co zrobiłem...
Co ja do cholery robię!? Nigdy nie spostrzegałem nikogo w "ten" sposób. A tym bardziej jej...
<Sylvanas? Tak, to pewne - Jake to baba c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz