Poczułam, że chłopak przybliża się do mnie, serce zabiło mi mocniej.
Pochylił się i... pocałował mnie! Czułam dotyk jego ciepłych warg, muszę
przyznać, że dobrze całował. Objął mnie delikatnie w pasie prawą ręką, a
lewą zanużył w moich bujnych, czarnych włosach. „Co ty wyprawiasz?!”
wołał mój rozsądek. W młodości postanowiłam sobie, że nigdy się nie
zakocham i z nikim nie zwiążę. Potem w prawdzie flirtowałam i
obściskiwałam się z jakimiś wieśniakami z sąsiedztwa, ale nigdy nie było
nic więcej niż tylko głupie, nastoletnie zaloty. Teraz czułam, że to
coś innego. Nie zwykły flirt, tylko faktycznie miłość. Odepchnęłam
rozsądek i kierowałam się sercem. Nie wiem ile czasu minęło gdy wreszcie
odkleiliśmy się od siebie. Może minęły dwie minuty, a może dwie
godziny? Czas nie miał znaczenia. Odsunęłam się od chłopaka z palącym
rumieńcem na policzku. Nastała nerwowa cisza. W końcu odezwał się
Draygon.
<Draygon? Co powiedziałeś? ;3>
<Draygon? Co powiedziałeś? ;3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz