Stał na kamiennej platformie przyłączonej do ścian jaskini na pewnej wysokości. Nie było szans, abym mógł się tam dostać. Ruszyłem w stronę metalowych drzwi i szarpnąłem za klamkę. Ani drgnęły.
Poczułem silny ból w plecach i złapał mnie skurcz. Opadłem na ziemię.
-Dalej chcesz uciec? -pytał.
W plecach miałem wbite sztylety. Próbowałem wstać. Drzwi się otworzyły po czym wypełzłem z ogromnej sali.
Przede mną ukazała się Florana. Znałem ją bardzo dobrze.
-Gdzie Lumen!? -pytałem.
-Chodź za mną! -wskazywała długi tunel za sobą.
-Dlaczego jej nie pomogłaś!?
-Magia tam nie działa, a ona potrzebuje ciebie Black!
-...mnie? -dopytałem z niedowierzaniem.
-A o kogo by innego!? Szybko! Nie zostało jej wiele czasu!
-Jak... jak ja mam się ruszyć? -jak inaczej mogłem się do niej dostać?
Florana zaczęła wyciągać sztylety z moich pleców. Następnie wypowiedziała jakieś zaklęcie, a rany zaczęły się goić.
-Nie każ jej czekać!
-Później ci jakoś podziękuję! -pobiegła przodem, ja za nią.
Dobiegliśmy do wielkich drzwi.
-To tutaj! -wskazała Florana.
-Lumen! Słyszysz mnie!?
Na razie to tylko ja słyszałem wodę... Nie wyglądało to dobrze.
Zacząłem się zastanawiać co mogę teraz począć. Choć nie było czasu na myślenie.
-Ej! Connor! Tutaj! -wskazała na przejście wyglądające jak wejście do kanalizacji.
-I ja mam tam wejść!? -spojrzała na mnie poirytowana.
Zacząłem powoli schodzić po drabince. Później był to krótki tunel i kolejna drabina, tym razem w górę. Waliłem w właz, który był u góry. Całe to przejście prowadziło do miejsca, gdzie znajdowała się Nocte. Metalowe drzwi nareszcie opadły, a z pomieszczenia wylała się woda.
Wszedłem do środka. Lumen leżała na ziemi... wyczerpana, przemoczona, zmęczona... Szybko do niej podbiegłem.
-Spóźniłem się... przepraszam... wybacz mi to.
Nie odzywała się.
-Obudź się... proszę. Błagam!
Ona żyje. Jestem pewny! Było zauważyć, że z ledwością oddycha...
-Kocham cię... -oczy napełniły mi się łzami.
Przerażające uczucie...
-Dlaczego się nie budzisz? Czemu!?
-Connor... -wyszeptała powoli otwierając oczy.
Mocno ją objąłem.
<Lumen? A on zamiast ratować to siedzi przy niej i woła XD>
Poczułem silny ból w plecach i złapał mnie skurcz. Opadłem na ziemię.
-Dalej chcesz uciec? -pytał.
W plecach miałem wbite sztylety. Próbowałem wstać. Drzwi się otworzyły po czym wypełzłem z ogromnej sali.
Przede mną ukazała się Florana. Znałem ją bardzo dobrze.
-Gdzie Lumen!? -pytałem.
-Chodź za mną! -wskazywała długi tunel za sobą.
-Dlaczego jej nie pomogłaś!?
-Magia tam nie działa, a ona potrzebuje ciebie Black!
-...mnie? -dopytałem z niedowierzaniem.
-A o kogo by innego!? Szybko! Nie zostało jej wiele czasu!
-Jak... jak ja mam się ruszyć? -jak inaczej mogłem się do niej dostać?
Florana zaczęła wyciągać sztylety z moich pleców. Następnie wypowiedziała jakieś zaklęcie, a rany zaczęły się goić.
-Nie każ jej czekać!
-Później ci jakoś podziękuję! -pobiegła przodem, ja za nią.
Dobiegliśmy do wielkich drzwi.
-To tutaj! -wskazała Florana.
-Lumen! Słyszysz mnie!?
Na razie to tylko ja słyszałem wodę... Nie wyglądało to dobrze.
Zacząłem się zastanawiać co mogę teraz począć. Choć nie było czasu na myślenie.
-Ej! Connor! Tutaj! -wskazała na przejście wyglądające jak wejście do kanalizacji.
-I ja mam tam wejść!? -spojrzała na mnie poirytowana.
Zacząłem powoli schodzić po drabince. Później był to krótki tunel i kolejna drabina, tym razem w górę. Waliłem w właz, który był u góry. Całe to przejście prowadziło do miejsca, gdzie znajdowała się Nocte. Metalowe drzwi nareszcie opadły, a z pomieszczenia wylała się woda.
Wszedłem do środka. Lumen leżała na ziemi... wyczerpana, przemoczona, zmęczona... Szybko do niej podbiegłem.
-Spóźniłem się... przepraszam... wybacz mi to.
Nie odzywała się.
-Obudź się... proszę. Błagam!
Ona żyje. Jestem pewny! Było zauważyć, że z ledwością oddycha...
-Kocham cię... -oczy napełniły mi się łzami.
Przerażające uczucie...
-Dlaczego się nie budzisz? Czemu!?
-Connor... -wyszeptała powoli otwierając oczy.
Mocno ją objąłem.
<Lumen? A on zamiast ratować to siedzi przy niej i woła XD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz