- Mogłabym powiedzieć to samo - syknęłam wrogo zaciskając rękę na lodowym sztylecie.
Dopiero po kilku sekundach podniosłam wzrok na twarz mężczyzny i zrozumiałam kim jest. Rozpuściłam broń, przez co po mojej dłoni pociekła stróżka świeżo rozmnożonej, zimnej wody. W prawdzie będzie to mój pierwszy kontakt z jakimś członkiem tej organizacji po wstąpieniu do niej, więc jestem nieco speszona.
- Nazywasz się Cedrik, racja? Widziałam cię w zamku upadłych - uchyliłam lekko głowę w wyrazie szacunku.
- Zgadłaś. Ingwar Cedrik Nesoto, natomiast ty? - mimo, iż mówił do mnie to nadal wodził wzrokiem za zwierzyną.
- Sayurishima Shinohara, lecz używam tylko i wyłącznie przydomka matki Esdeath - nastała chwila ciszy. - Mogę ci pomóc? - dopytałam.
Mężczyzna oderwał wzrok od zwierzęcia i utkwił go we mnie. Żałuje, że nie mogłam widzieć jego oczu, po co nosił te okulary?
- Dobrze. Odbiegło od nas, ale nie daleko - po jego tonie głosu wywnioskowałam, że nie powinnam się tak narzucać. No cóż, za późno.
Przyzwałam do swojej dłoni lodowy łuk. Od rękojeści, aż po gryfy tworzyły się rozmaite lodowe wzory, a sam łuk wyglądał jak wąskie smocze skrzydła.
Zacisnęłam broń w dłoni i pośpiesznie ruszyłam za Ingwarem.
<Ingwar? :>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz