Dziewczyna stała na środku pokoju zdezorientowana. Lekko pobladła i padła na fotel.
- Co on znowu zrobił...?- westchnęła cicho, kładąc rękę na czoło.
Rozejrzała się po pomieszczeniu. Nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. W tej chwili miała mieszane uczucia. Pokręciła gwałtownie głową i tak samo gwałtownie wstała. Wyszła z biura i będąc na korytarzu spojrzała w obie strony. Wybrała się najpierw na dół. Przeszukała cały parter z marnym efektem.
Ona sama nie wiedziała co czuje do Jake'a. Wiedziała, że musi go znaleźć i wyjaśnić wszystko. Jak nic jej nie wyjaśni to będzie następna osoba na spalona żywcem.
Przeszukała górę, jedyne co znalazła to ten cholerny klucz, który zgubił Jake. Był w dziurce od klucza .-. . Wyszła na zewnątrz przez okno (oczywiście, że przez okno, bo po co są drzwi xd). Zeskoczyła na chodnik i powtórnie rozejrzała się . Niestety nie wzięła płaszczu z kapturem, a zaczynało padać. Jej wzrok skierował się na niebo, które spowiły ciemne, deszczowe chmury.
-Jake! Gdzie jesteś idioto?!- krzyknęła na całe Avalon. (Jak ja lubię wyolbrzymiać xd)
Niektórzy ludzie popatrzyli się na nią, inni byli zajęci szukaniem schronienia przez urwaniem chmury. Sylvanas przed chwilą co wyszła na podwórko, a już była cała mokra. Wspięła się na dach bardzo ostrożnie, aby się przypadkiem nie ześlizgnąć. Na dachu w rogu zauważyła kontury postaci.
-Jake?- podeszła do niego i kucnęła przy nim, ten chyba był bardziej mokry od niej.
-No co?- spytał jak gdyby nigdy nic.
-Co to miało być? - mruknęła.
-Ale co?- udawał niewiniątko.
-Czemu uciekłeś z biura?- spytała, choć domyślała się co zrobił.
-Nie uciekłem.
-Tak, normalnie kurzyło się za tobą.-uśmiechnęła się nieznacznie.
Westchnęła nie słysząc odpowiedzi. Wstała i zerknęła na niego.
-Chodź, jeszcze się przeziębisz...- powiedziała cicho spuszczając wzrok.
- Co on znowu zrobił...?- westchnęła cicho, kładąc rękę na czoło.
Rozejrzała się po pomieszczeniu. Nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. W tej chwili miała mieszane uczucia. Pokręciła gwałtownie głową i tak samo gwałtownie wstała. Wyszła z biura i będąc na korytarzu spojrzała w obie strony. Wybrała się najpierw na dół. Przeszukała cały parter z marnym efektem.
Ona sama nie wiedziała co czuje do Jake'a. Wiedziała, że musi go znaleźć i wyjaśnić wszystko. Jak nic jej nie wyjaśni to będzie następna osoba na spalona żywcem.
Przeszukała górę, jedyne co znalazła to ten cholerny klucz, który zgubił Jake. Był w dziurce od klucza .-. . Wyszła na zewnątrz przez okno (oczywiście, że przez okno, bo po co są drzwi xd). Zeskoczyła na chodnik i powtórnie rozejrzała się . Niestety nie wzięła płaszczu z kapturem, a zaczynało padać. Jej wzrok skierował się na niebo, które spowiły ciemne, deszczowe chmury.
-Jake! Gdzie jesteś idioto?!- krzyknęła na całe Avalon. (Jak ja lubię wyolbrzymiać xd)
Niektórzy ludzie popatrzyli się na nią, inni byli zajęci szukaniem schronienia przez urwaniem chmury. Sylvanas przed chwilą co wyszła na podwórko, a już była cała mokra. Wspięła się na dach bardzo ostrożnie, aby się przypadkiem nie ześlizgnąć. Na dachu w rogu zauważyła kontury postaci.
-Jake?- podeszła do niego i kucnęła przy nim, ten chyba był bardziej mokry od niej.
-No co?- spytał jak gdyby nigdy nic.
-Co to miało być? - mruknęła.
-Ale co?- udawał niewiniątko.
-Czemu uciekłeś z biura?- spytała, choć domyślała się co zrobił.
-Nie uciekłem.
-Tak, normalnie kurzyło się za tobą.-uśmiechnęła się nieznacznie.
Westchnęła nie słysząc odpowiedzi. Wstała i zerknęła na niego.
-Chodź, jeszcze się przeziębisz...- powiedziała cicho spuszczając wzrok.
<Jake? XD To wszystko wina Chici! XD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz