Spojrzałam na niego z bólem w oczach i delikatnie wyrwałam rękę. Czułam jak się rumienię ale przez niemal zerowe oświetlenie liczyłam, że tego nie zauważy.
- Proszę, nie bądź na mnie zły. - powiedziałam zagryzając wargę.
Spojrzał nieprzytomnie. Biedny... gdyby wiedział czego się dowiedziałam nie byłby taki spokojny.
- Co tu robisz? - syknął a ja skuliłam się w sobie.
- Przepraszam, ale byłam widzieć się z Tiborem.
-Co! - krzyknął siadając.
Opadł natychmiast na poduszki dotykając czoła. Wiedziałam, że ma gorączkę.
- Wiem, ale musiałam. Wiedziałam, że atak nie był dziełem przypadku. Poza tym ghule które tu były nie mogły istnieć bez władcy, nekromanty. - tłumaczyłam cierpliwie.
Pokiwał głową a ja zastanowiłam się czy poczekać jeszcze nieco? Najlepiej jednak aby się zdenerwował gdy wciąż odczuwał skutki bitwy.
- Zignorowałaś mój rozkaz.
Poczułam, że serce skoczyło mi do gardła. Zalała mnie fala strachu. Przez chwilę nie wiedziałam co odpowiedzieć. Serce tak mi łomotało, że ledwo cokolwiek słyszałam.
- Wiem i przyjmę konsekwencje. Jakiekolwiek zechcesz, ale posłuchaj mnie. - powiedziałam przygotowując wywar który dał mi Tibor. - Ghule atakując zatruwają swoje ofiary. Dlatego są tak groźne. Po kilku dniach, zależnie od ilości ran, zaatakowany staje się jednym z nich. - dotknęłam jego policzka czując jak bardzo jest gorący. - Rozumiesz? Nie ważne kim jesteś, one są zbyt silne.
Mruknął coś pod nosem ale nie zrozumiałam. Biedactwo. Chwyciłam go tak aby unieść nieco głowę i wlałam odrobinę płynu uzdrowiciela do gardła. Tibor znał się na rzeczy. Zdradził mi wiele informacji a wszystkie były przerażające.
<Jake? ^^ Mała akcja ze zbuntowanym nekromantą? Albo cała sektą? ^o^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz