Skrzywiłam się niepocieszona.
- Ale będziesz nas spowalniał. No dobra,niech ci będzie. Musze się przebrać. W tej kiecce długo nie powalczę. Zaraz wrócę. Westchnęłam. Przynajmniej jej nie wybrudziłam. Zniknęłam z nadnaturalną prędkością,wpadłam do domu i się przebrałam w strój bojowy. Równie szybko wróciłam. Zabrałam też mojego konia Armasa Avellano i przyprowadziłam Tiborowi.
-Proszę. To najszybszy koń. Zawsze wraca po jeźdźca. Trzymaj i prowadź.
Pogłaskałam zwierze po szyi i boku. Zarżał.
-Nadążycie?
-W czasie w którym mi się to nie uda złożę broń.
Odparł Chris. Uśmiechnęłam się.
Nie proponowałam Tiborowi broni bo gdy spojrzałam na jego sztylet,czułam pulsującą moc. Uzbrojona po zęby,jakbym wybierała się co najmniej na wojnę.
- Wyjaśnię ci trochę o nas po drodze.
Chłopak wsiadł na konia i ruszył do przodu. Biegliśmy tuz obok jak cienie. Oboje ubrani na czarno,w przylegającą skórę. Posługiwaliśmy się aspektem.
- Jesteśmy potomkami ludzi i wampirów. - przerywałam by przeskoczyć przez przeszkodę lub zrobić unik.- Niektóre zabijają nas od razu po narodzeniu. Innych naginają do swojej woli.- rzuciłam spojrzenie na brata,który zacisną zęby. - Krew swietoczy doprowadza wampiry do szaleństwa. Jesteśmy typem Kuroi. Posługujemy się pradawną mocą djampirów. Urokami. Zaklęciami. Jesteśmy lepsi od wampirów od narodzenia i to zapewnia nam przewagę. Co chcesz jeszcze wiedzieć?
Biegliśmy w szalonym tempie.
<Tibor ^^?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz