-Zmokniesz.- powiedziałem lekko ochrypłym głosem.
-To tylko deszcz. Z cukru nie jestem, nie rozpuszczę się.- uśmiechnęła się nieznacznie.
-I co z tego, że tylko deszcz? Zachorujesz.
-Nie boję się chorób. To choroby boją się mnie.
-Pff. Aż taka straszna nie jesteś. -zaśmiałem się. -Idziemy. -wstałem, i podałem jej rękę.
Ruszyliśmy więc w stronę tylnej bramy zamku. Mijaliśmy również ogród. Przechodziliśmy przez długą i krętą ścieżkę... deszcz wciąż padał, jednak promienie słoneczne przebijały się przez chmury. Teraz ogród naprawdę wydawał się taki niesamowity... Nie tylko ja byłem zachwycony takim widokiem.
-Cudowne... -wyszeptała Sylvanas.
-Piękne, prawda? Czujesz się szczęśliwa widząc to? -zapytałem.
-Chyba tak... a ty? Byłbyś szczęśliwy, gdybyś był tu z dziewczyną, w której się zakochałeś? -spojrzała na mnie.
-Już jestem wystarczająco zadowolony...
-Więc to nie musi być właśnie "ta"? Rozumiem... -teraz spoglądała na słońce wyłaniające się zza chmur.
To nie tak, że dałem się ponieść chwili, tylko skorzystałem z okazji.
Mocno objąłem ją w pasie.
-Dlaczego... -zaczęła.
-Zostańmy tak chwilę, dobrze?
-Po co to robisz? Nie ma "jej" tutaj, więc ja jestem dobra? I... dlaczego mnie wtedy pocałowałeś...?
-Głupia... -powiedziałem odwracając wzrok.
-Jake... ty... -spojrzała zdziwiona znów na mnie.
Cholerne rumieńce...
<Sylvanas? Wyspa Totalnej Porażki! XD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz