Stała jak wryta patrząc w stronę okna. Dotknęła opuszkami palców swojej wargi, po czym lekko ją przygryzła.
-Co to miało być...?- szepnęła cicho do siebie.
Myśli w głowie jej buzowały. Po raz kolejny ten ją pocałował, choć nie miał zapewne konkretnego powodu. W Sylvanas zaczęła się budzić ta elfia, trochę lepsza strona.
Przeszła kilka razu gabinet dookoła, zanim postanowiła poszukać chłopaka. Nałożyła płaszcz, ponieważ pogoda nie zmieniała się w żadnym stopniu. Wyszła na zewnątrz. Wcześniej czy później i tak przemoknie. Szukała czarnego ptaka. Przez ciemnotę, która panowała na podwórku ciężko było coś dostrzec.
-Cholera czemu zawsze musi gdzieś spierdolić jak pada?- mruknęła pod nosem.
Rozglądała się po pobliskich drzewach, gałęziach. W końcu to ptak, gdzie indziej ukryłby się jak nie w konarach drzew. Dziewczyna przeklinała pod nosem, powtarzając sobie, że jak Jake zachoruje to niech nie liczy na jej pomoc. (Znając ją to i tak mu pomoże xd)
Zauważyła go siedzącego pod drzewem już jako człowieka.
-Ile razy można Cię dziś szukać? -popatrzyła na niego, nawet teraz widziała jego rumieńce na policzkach.
-Zależy...
-Od?
-Ile razy będę musiał wychodzić.- oznajmił i spojrzał na nią.
Usiadła koło niego opierając się o konar klonu.
-Zmokniesz.- powiedział lekko ochrypłym głosem.
-To tylko deszcz. Z cukru nie jestem, nie rozpuszczę się.- uśmiechnęła się nieznacznie.
-Co to miało być...?- szepnęła cicho do siebie.
Myśli w głowie jej buzowały. Po raz kolejny ten ją pocałował, choć nie miał zapewne konkretnego powodu. W Sylvanas zaczęła się budzić ta elfia, trochę lepsza strona.
Przeszła kilka razu gabinet dookoła, zanim postanowiła poszukać chłopaka. Nałożyła płaszcz, ponieważ pogoda nie zmieniała się w żadnym stopniu. Wyszła na zewnątrz. Wcześniej czy później i tak przemoknie. Szukała czarnego ptaka. Przez ciemnotę, która panowała na podwórku ciężko było coś dostrzec.
-Cholera czemu zawsze musi gdzieś spierdolić jak pada?- mruknęła pod nosem.
Rozglądała się po pobliskich drzewach, gałęziach. W końcu to ptak, gdzie indziej ukryłby się jak nie w konarach drzew. Dziewczyna przeklinała pod nosem, powtarzając sobie, że jak Jake zachoruje to niech nie liczy na jej pomoc. (Znając ją to i tak mu pomoże xd)
Zauważyła go siedzącego pod drzewem już jako człowieka.
-Ile razy można Cię dziś szukać? -popatrzyła na niego, nawet teraz widziała jego rumieńce na policzkach.
-Zależy...
-Od?
-Ile razy będę musiał wychodzić.- oznajmił i spojrzał na nią.
Usiadła koło niego opierając się o konar klonu.
-Zmokniesz.- powiedział lekko ochrypłym głosem.
-To tylko deszcz. Z cukru nie jestem, nie rozpuszczę się.- uśmiechnęła się nieznacznie.
<Mąko? XD KOCHAM MOJĄ AUTOKOREKTĘ! XDD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz