piątek, 26 grudnia 2014

Od Letrance Cd. Daichiego

Zasnęłam dość szybko zaplątana w ogromne prześcieradło. Gdy rano się obudziłam, w ogóle nie pamiętałam co mi się śniło. Zastanawiałam się chwilę nad tym drapiąc się po głowie, po czym wzruszyłam ramionami i poszłam coś zjeść. Na talerzu na stole leżało jabłko więc nie musiałam się wysilać by cokolwiek znaleźć.
Mimo wczesnej pory, udałam się do biblioteki biorąc ze sobą koc i Pana Misia. Po drodze zachaczyłam jeszcze o kuchnię i wzięłam gorącą herbatę i ciastka. W końcu głodna chodzić nie zamierzam, a poza tym śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia.
W bibliotece zaszyłam się w najmniej widocznym miejscu. Wyszukałam jeszcze kilka książek. Oprócz poezji wzięłam jeszcze inne, które mogły mi się przydać. W końcu zadowolona, opatuliłam się kocem i zatraciłam się w lekturze.
Po jakimś czasie usłyszałam otwieranie się drzwi i kroki. Próbowałam to zignorować, jednak deptanie było zbyt uciążliwe. W końcu zła odłożyłam książkę, wzięłam do ręki Pana Misia, wstałam i udałam się szukać natręta.
Nabuzowana, miałam zamiar mu wygarnąć co o nim myślę, że nie wie jak zachowywać się w bibliotece i w ogóle jakim prawem mi przeszkadza. Jednak gdy ujrzałam delikwenta siedzącego w fotelu, zatrzymałam się.
-Na niego nie będę przecież się darła-szepnęłam do siebie.
-Daichi?-powiedziałam nieco głośniej.
-Letrance?-usłyszałam jego zdziwiony głos.-Co ty tu robisz?-spytał ponownie.
-A może jednak?-powiedziałam znów do siebie bardzo cicho. Patrzyłam na niego niepewnie, wahając się.
Krzyczeć czy nie krzyczeć? Oto jest pytanie. W końcu wyraz mojej twarzy wyostrzył się i gwałtownie podeszłam bliżej.
-Jakim prawem przeszkadzasz mi w czytaniu?!-jednak krzyczeć. Zamierzałam urządzić mu tu gigantyczną awanturę. W końcu ja, Letrance "Luma" Cartwright zawsze dostaje co chce. A ja chciałam w tamtym momencie ciszy i spokoju. Z tego co wiedziałam, to do tej biblioteki praktycznie nikt nie przychodził. Z wyjątkiem mnie oczywiście. Wszystko tu było zakurzone i brudne. A tu nagle zjawia się taki Daichi i zakłóca MÓJ spokój.
Kompletnie nie zdawałam sobie sprawy, że musiało to komicznie wyglądać.
Stałam tak przed nim i darłam się na niego, wymachując rękami. Z tym, że w jednej, a dokładniej w lewej, znajdowała się moja maskotka. Biedny Pan Miś. Dodatkowo moja piżama, taka na kształt śpioszków, oczywiście w misie i grube wełniane skarpetki nadawały tej sytuacji komizmu. Tak więc gdy już się trochę zmachałam i przestałam krzyczeć by odpocząć, usłyszałam głośny śmiech.

<Daichi? Chyba się ze mnie nie śmiejesz?XD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz