Siedziałam na dachu budynku. Wokół mnie zacinał deszcz, lecz ja nie byłam nawet odrobinę mokra. Woda po prostu po mnie spływała. Wiatr szarpał gałęzie drzew. Większość ludzi chowa się w taką pogodę do domów. Ja jednak jestem inna. Nie przeszkadza mi wycie wiatru i strugi deszczu. Wręcz przeciwnie. Czuję się wtedy bezpieczna i spokojna. Mogłabym godzinami siedzieć tak i się nie ruszać. Rozmyślałam wtedy nad swoim życiem. Kiedyś miałam rodzinę, teraz jej zabrakło. Oprócz garstki przyjaciół nie mam nikogo. Cały czas muszę trzymać maskę silnej i odważnej dziewczyny. Inaczej świat dawno by mnie już zniszczył. Moje życie opierało się na walkach. Nie potrafiłam wręcz się bez nich obyć. Prawie w ogóle nie miałam życia prywatnego. Ciągle byłam w ruchu. Chciałabym móc nie myśleć o tym co będzie jutro, pojutrze tylko po prostu cieszyć się chwilą. Jednak życie nie pozostawiło mi wyboru za coś musiałam żyć. Koło mnie siedział mój kot. Głaskałam go delikatnie po głowie a on mruczał. Nagle zastrzygł uszami i podniósł głowę. Zaalarmowana rozejrzałam się wokoło. Nikogo nie zauważyłam jednak to nie oznaczało że nikogo tam niema.
<Ktoś chętny?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz