Usiadłem wygodniej a na jedno pstryknięcie palców w przygasłym kominku rozgorzał płomień. Mogłem sobie być istotą mroku, ale tęskniłem za ogniami otchłani. Ta żałosna namiastka ciepła którą się teraz otaczałem zdecydowanie nie wystarczyła, ale co poradzić? Przyciągnąłem do siebie wampirzycę, czując jak sztywnieje w moich ramionach.
-Powiedz strzygo, jak właściwie masz na imię.
-Nie mam zamiaru.
Zbliżyłem się do niej jeszcze trochę. Wyczułem, że jest zdenerwowana dziwną sytuacją. Nawet takie emocje mnie karmiły. Jej niepewność i straszliwa chęć zapanowania nad sytuacją.
-Powiedziałbym ci swoje ale chcę coś w zamian.
Odwróciła twarz w bok a w oczach ujrzałem odbicie płomienia.
-Rachel.
-Widzisz? Nie było tak źle, prawda?
Spojrzała na mnie z pogardą.
-Kiedy mnie wypuścisz? Zdajesz sobie sprawę, że nie możesz mnie trzymać wiecznie?
-Mogę. Wampiry są długowieczne jeśli się je dobrze karmi. A ja chętnie dostarczę ci ofiar za kilka ciekawych nocy z tobą w roli głównej.
Tak jak się spodziewałem chciała mnie spoliczkować, złapałem jednak w locie rękę dziewczyny.
-Nie bądź niegrzeczna słoneczko. Jestem Malheur. Witam cię w mej skromnej siedzibie.
-Jest brzydka.
-Słucham?
-Ta siedziba. -powiedziała unosząc wyżej głowę.
Naprawdę zaczynała mnie bawić. Chyba jednak nie wypuszczę jej zbyt szybko.
<Rachel? ^^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz