Zadygotałam jak osika, mimo, że w pokoju było ciepło. Wyrwałam się mężczyźnie, choć wiedziałam, że nie miałam z nim najmniejszych szans. Odwróciłam się i zaczęłam biec …osiemnaście kroków…dziewiętnaście…dwadzieścia… Dotarłam do końca korytarza. Odwróciłam się, ale nie zobaczyłam nikogo. Przecież to niemożliwe! Pod sobą znalazłam zapadnię. Nadal dygocząc ze strachu pociągnęłam za sznurek i zaczęłam spadać w dół. Opadłam na zimną podłogę. Nie miałam siły by otworzyć oczy. Po prostu straciłam świadomość.
Obudziłam się nadal w tym samym miejscu. Otworzyłam oczy i zobaczyłam nade mną stalowe pręty. Wstałam szybko, ale zaraz potem nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Za to usłyszałam obok mnie bardzo znany mi głos:
-Wiedziałem, że otworzysz tę zapadnię. Ty chyba się prosisz o śmierć…
<Malthael?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz