Stałem jeszcze chwilę, z uśmiechem dotykając zaognionego policzka. Jej wybuch emocji był tak smaczny, że wręcz chciałem ją zatrzymać i spowodować kolejny. Taaak, to świetny pomysł. Ale najpierw oczy. Musiałem jakoś się podleczyć aby następnym razem uchylić się przed większą ilością ciosów. Podszedłem do niewielkiej komody w której trzymałem zioła na tą okazję. Opakowane w czarny aksamit, wyjątkowo śmierdzące maści z krwawej trawy. Przyjemnej roślinki rosnącej tylko w Otchłani. Gdy nałożyłem maź na powieki, poczułem znajome pieczenie ale zaraz zadziałała. Zmyłem koszmarek z twarzy i zamieniłem się w mgłę. Czułem, że noc jest już blisko. Kto by pomyślał, że przy dobrej zabawie z Vierrą czas tak szybko upłynie? Nie wiedziałem jednak gdzie się podziała moja złośnica. Jak jeszcze bardziej ją zirytować? Czy była wtedy czerwona gdy poczuła moje usta na karku? Musiałem nadrobić oczywiste braki w oczach. Powtórzyć zabawę albo jeszcze lepiej… urozmaicić ją. Tylko jak? Mknąłem szybko przez puste korytarze. W końcu znalazłem trop. Delikatny lodowy ślad prowadzący wzdłuż schodów na górne piętra. Gdy wspiąłem się wyżej, słońce akurat skryło się za horyzont pozwalając rozwinąć skrzydła demonom. Zobaczyłem moją przyszłą muzę odwróconą tyłem. Oplotła się rękoma jakby czuła zimno co chyba nie było możliwe. Czy mogła mieć wyrzuty sumienia? Niemożliwe…
Podkradłem się od tyłu i zamknąłem ją w ramionach. Zesztywniała chcąc się zorientować kto był tak bezczelny aby ją dotknąć.
-Malthael! CO ty wyprawiasz?! Pocałowałem ją w kark, tak, ponownie. Ale nie mogła mi przyłożyć gdyż unieruchomiłem jej dłonie.
-Stęskniłem się za twoim gniewem.
<Vierro? xD On się nigdy nie nauczy xD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz