czwartek, 25 grudnia 2014

Od Rachel Cd. Narcyzy

-J-jak ty to...
-Spotkałam twojego szefa. Palant z niego.
-Dz-dziękuję... -wciąż miałam łzy w oczach, ale tym razem ze szczęścia. -Szkoda tylko, że w tym miesiącu mam jeszcze spokój, a później wyrzucą mnie z mieszkania...
Spojrzała na moje ubranie z zaciekawieniem.
-Rozwiąż tę wstęgę. -poleciła.
Rozwiązałam więc długi, czarny pas z materiału i podałam go Narcyzie. Ona zaczęła nim obwiązywać moje ciało od pasa w górę.
-Nie wykonuj zbyt gwałtownych ruchów, bo się rozwiąże.
-Dziękuje... za wszystko... -mocno objęłam dziewczynę.
-Tiaa... nie rozczulaj się tak.
-Przepraszam... -zaczerwieniłam się.
-Wracaj już do domu. Zanim ten cymbał tu wróci.
-Aa... jasne. Jeszcze raz dziękuję!
-Taa... spoko. -odeszła.
Zadowolona zaczęłam iść w stronę mojego domu cicho podśpiewując.
Dotarłam do mojego domu... Tak jakby, do mojego domu...
Drewniany dom, w którym zamieszkiwałam ja i inne rodziny, został doszczętnie spalony.
-C-co tu się stało!? -zapytałam znajomą.
-Nie mam pojęcia! Twierdzą, że ktoś z Evili był sprawcą pożaru, ale nic nie wiadomo... -kobieta mówiła z płaczem.
Popytałam jeszcze kilka innych osób, ale okazuje się, że nikt nie był obecny. Na szczęście, nikomu nic się nie stało.
Mieliśmy znaleźć nowe mieszkania (nie licząc faktu, że rekompensaty brak). Wszyscy zamieszkali u swoich rodzin. A co ze mną? W tej organizacji nie miałam nikogo... byłam samotna...
-I co teraz zrobisz? -usłyszałam męski głos, który był mi dobrze znajomy.
-Zostaw mnie! -krzyknęłam.
-Wiesz... zawsze możesz zamieszkać u mnie, kochanie. -mój były szef nie dawał mi spokoju.
Chwycił mnie za rękę, zaczął rozwiązywać moją suknię.
-Przestań! -próbowałam się wyrwać, ale był zbyt silny.
-Oj, nie... Tym razem nie odpuszczę ślicznotko. -zaczął dotykać moje piersi i całować mnie po szyi.
-Puść mnie...! -przesadzał.
Olśniło mnie. Przestałam się szarpać.
-O, widzę, że panienka jednak chciałaby zrobić co nieco skoro się uspokoiła. -ściągał powoli moje ubranie.
-Ten pożar... to twoja sprawka, co? -zapytałam spokojnie.
-Mhm, kto wie? Może tak... a może i nie...? -śmiał się.
-Ty gnido... jak śmiałeś...
-Ciii... bądź cicho i się nie ruszaj. Dobrze? Jak będziesz grzeczna postaram się być dla ciebie delikatny. -popchnął mnie na ziemię, a po chwili rzucił się na mnie. -Więc jak?
Byłam bezsilna, a nikogo nie było w pobliżu. NIKOGO. Jak zwykle byłam sama. A do tego jeszcze on... publicznie... a tak, nikogo nie było.
Zaczął mnie bardzo namiętnie całować i nie przestawał. To było ohydne. Chciałam się uwolnić, ale wciąż mocno przetrzymywał moje ręce. Miał całą czerwoną twarz... ja pierdole, aż tak się podniecał? Swoją rękę zaczął wkładać tam, gdzie nie powinien wciąż mnie liżąc po twarzy.
-Nie oddam dziewictwa takiemu gnojowi jak ty, zrozumiano!?
-Dziewictwo? Och, to jeszcze lepiej! -zmotywował się jeszcze bardziej.
Kopnęłam go w brzuch. Zwijał się z bólu, przez co miałam okazję uciec.
-Ty kurwo... i tak jesteś moja!
Zaczęłam biec w stronę Need Evil. Może tam uzyskam pomoc? Ten drań podniósł się i zaczął biec za mną.
Nie dawał za wygraną. Bezczelny kretyn.
Biegłam najszybciej jak potrafiłam. Kiedy zagłębiłam się w ciemny las, nic już nie było tak łatwe. A Baron (Baron Eard Hagoont - tak się zwał ;_;) wciąż mnie gonił. W pewnym momencie udało mi się choć trochę przodować. Ale nie na długo. Oglądając się za siebie potknęłam się o pień, a on zdążył mnie dogonić.
-Nie tak prędko. Nie pamiętasz już... komu zawdzięczasz swoje życie?
Podniósł mnie... szarpiąc, oczywiście.
-Odpierdol się ode mnie! -trzymał mnie za ręce, a sztyletem przytrzymywał moje gardło. -Więc już nie chcesz seksu, tylko chcesz odebrać mi życie, tak!? -uspokoiłam się, jeden zły ruch, a byłabym martwa.
-Przez marne kilka lat pracowałaś w moim barze, choć nie miałaś żadnego doświadczenia. Ciesz się, że masz ładną dupę i mogłem cię przyjąć!
-I co? Chcesz mnie zabić, że uciekam przed tobą, bo chcesz mnie zgwałcić?
-Gdybyś mi na to pozwoliła wciąż byłoby cię stać na własne utrzymanie. Nie sądzisz, że popełniłaś duży błąd kochanie? -schował sztylet i znów zaczął mnie obmacywać.
-Oj nie, chyba dobrze zrobiłam. -chwyciłam go za ramiona, po czym przybliżyłam się do jego szyi i wypiłam jego krew.
Po chwili jednak ją wyplułam, a mężczyzna opadł na ziemię.
-Fuu... obrzydliwa.
-Wampir!! -wołał przestraszony.
-Żenada. Trzeba było wcześniej to zrobić. -powiedziałam.
Otrzepałam się po wcześniejszym upadku i biegłam w stronę Zamku Upadłych.
-A co zrobisz... jeśli ci powiem, że jestem demonem? -Baron ujawnił się przede mną.
-C-co!?
Byłam zbyt słaba, by użyć mocy wampira, dlatego byłam zdana na naturalne możliwości człowieka.
Biegłam nie zwracając uwagi na żadne przeszkody. Skoro on był demonem nie miałam z nim żadnych szans.
"-Narcyza... pomóż..." -pomyślałam. Od razu pomyślałam o niej... choć zawsze na pierwszym miejscu był mój brat, ale... samo przyszło.
Zbliżałam się do zamku. Zauważyłam dziewczynę podobną do Narcyzy, która przechodziła obok bramy zamku. Przyjrzałam się jej bliżej i... to była ona.
A Hagoont nadal mnie gonił, tym razem demonicznym tempem...

<Narcyza? Przepraszam, że takie długie c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz