Spojrzałem na małą osóbkę w dole. Mogłem ją podpiec jednym tchnieniem. Dlaczego tego nie zrobiłem? Nie wiem. Wylądowałem nieopodal, łamiąc pobliskie konary drzew. Zmierzyła mnie wściekłym wzrokiem, ale zmalała gdy przybliżyłem łeb.
- Caraello nie wolno ci na mnie lecieć ale ze mną możesz.
Prychnęła niezadowolona. Drżała ledwo dostrzegalnie. I tak znosiła mój prawdziwy wygląd lepiej niż inni.
- Zostaw mnie. - mruknęła i chciała wyminąć ale machnąłem ogonem zagradzając drogę.
Tupnęła nogą gniewnie. Zdusiłem chichot aby nie pogarszać sytuacji.
- Wybacz, przeszkadzam? - zapytałem szczerząc się.
- A żebyś wiedział! - krzyknęła i zaczęła się wspinać na ogon.
Musiała uważać gdyż był najeżony szpikulcami. Na to tylko czekałem. Zamachałem skrzydłami a dziewczyna krzyknęła gdy zostawiliśmy w dole drogę.
- Shaaaang!
- Co? - zapytałem i trzasnąłem ogonem.
Zaczęła spadać z krzykiem. Zanurkowałem i delikatnie chwyciłem ją w łapę. Wyglądała na bardzo wściekłą.
- Masz mnie postawić!
- Nie mogę.- powiedziałem rozbawiony. - Spadniesz.
<Caraello? Tęskniłam ^o^ >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz