Siedziałem na wysokim dachu z miną skazańca. Wielkie skrzydła tylko nieco chroniły od wody ale nie przeszkadzało mi to. Miałem ochotę wykrzyczeć światu cały ból który gromadziłem przez wieki. Byłem sam. Od śmierci mojego Mistrza-Arato nigdy nie mogłem związać się z inna duszą. Powinienem. Zostałem stworzony w tym właśnie celu. Ale... zamknąłem oczy i usłyszałem cichutki syk. W mojej dłoni pojawiło się widmowe ostrze. Byłem gotów odciąć głowę każdemu kogo zobaczę. Oczywiście nie spodziewałem się drobnej istotki z kotem na sąsiednim dachu. Jak długo tam siedziała nie widząc mnie? Pewnie podobnie do mnie.
Zakląłem i schowałem miecz.
- Witam. - powiedziałem niepewnie.
Nie ma co, gorzej być nie mogło. Wiedziałem jak muszę wyglądać w jej oczach. Wielki skrzydlaty potwór. Pewnie demon chcący zabrać jej duszę. Kuszące ale nie potrafiłem tego.
Przyglądała mi się z rezerwą. Ukryłem twarz w dłoniach. Oj głupio. Wstałem i rozwinąłem skrzydła podlatując lekko do niej. Usiadłem obok
- Nie chciałem cię niepokoić Lady. - powiedziałem niepewnie.
W myślach powtarzałem w kółko, tylko nie krzycz, nie krzycz. Przecież cię nie pożrę.
<Lilian? ^^ >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz