poniedziałek, 1 grudnia 2014

Od Tibora - Cd. Hori

Tibor przedzierał się przez nieznaną część lasu. Wyglądało na to, że ponownie się zgubił. Cóż poradzić, skoro był tu od niedawna. Dowiedział się od pewnego teoretycznie zaufanego kupca, że w okolicy znajduje się wielki, zapomniany już cmentarz. A gdzieś w głębinach lasu jakieś pole bitwy, na którym leżą jeszcze kości wielkich latających gadów. O niczym więcej nie marzył jak stworzyć własnego nieumarłego smoka. W końcu byłoby to idealne zwieńczenie istnienia nekromanty. Poza tym dobrze mieć za plecami takiego potwora który wypełni każdy rozkaz. W czasie rozmyślań niemal się potknął kilka razy i zaklął paskudnie. Gałązki wczepiły mu się we włosy i kilka poharatało twarz. Zignorował to bo praktycznie nie odczuwał bólu. Musiałby być znacznie bardziej irytujący by go zauważył. Niewielkie ranki szybko się goiły.
W końcu z westchnieniem ulgi wyszedł na sporą polankę tonącą w promieniach znienawidzonego słońca. Wzdrygnął się, ale nie miał większego wyboru. Mimo, że sam jego blask wpływał na niego osłabiająco, musiał przejść obok pięknego jeziorka z wodospadem. Wyszedł i zamarł. Przed sobą miał bowiem wyjątkowo ładną dziewczynę i mimo, że stała tyłem natychmiast chciał się wycofać. Ociekała wodą i szybko odwróciła się do niego z lekkim rumieńcem. Już nie było odwrotu.
- Wybacz Pani, że przeszkadzam, nie chciałem cię podglądać. Absolutnie tego nie robiłem. Właściwie to ja nic nie widziałem. - powiedział gestykulując nieco.
Nie chciał wyjść na większego świra niż był w rzeczywistości. W końcu nie potrzebował więcej kłopotów. A może nieznajoma wskaże mu jakąś sensowną drogę do cmentarzyska.

<Hori? :3 >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz