Był piękny, bezchmurny dzień. Słońce leniwie ogrzewało nagie plecy dziewczyny. Hori stała do pasa zanurzona w krystalicznie czystej wodzie jeziora, chłodząc ramiona pod wodospadem.
Strumienie delikatnie obmywały jej idealne kobiece kształty...
Nikt oprócz niej nie znał tego pięknego miejsca. Był to jej własny kawałek lasu, gdzie drzewa ustępowały miejsca słonecznej polanie.
Dziewczyna cicho śpiewała, a kwiaty wiśni wtórowały jej tańcem, delikatnie opadając na taflę jeziora. Zawsze zastanawiała się skąd przylatują. W okolicy nie rosło przecież żadne drzewo wiśniowe...
Z rozmyślań wyrwał ją nagły hałas. Dźwięk łamanej gałęzi, wystarczająco głośny, by usłyszał je wilkołak. Hori szybko wyszła z wody i chwyciła swoje ubranie. Założyła sukienkę w ostatniej chwili. Odwróciła głowę i pokryła się rumieńcem. Za nią stał całkiem przystojny chłopak.
<Jakiś chętny? Od razu mówię, że nie lubię gdy ktoś kontroluje zbytnio co robi i jak reaguje moja postać. Jestem wymagająca ;3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz