środa, 3 grudnia 2014

Od Alice

Powoli zapadał zmierzch. Mrok zaczął już ogaraniać kolejne uliczki miasta, w oknach budynków zapalały się światła, a mi... burczało w brzuchu.
Westchnęłam ciężko, przycisnąwszy dłoń do skarżącej się części ciała i rozejrzałam się po okolicy. Mój wzrok padł na szyld jednej z karczm, znajdującej się dość blisko mnie. Poprawiłam więc purpurowy płaszcz na ramionach i szybkim krokiem ruszyłam w stronę budynku.
Tak naprawdę odczuwałam również drugi rodzaj głodu - ten typowy dla demonów. W moim przypadku jednak zawsze wolałam najpierw napełnić żołądek ludzkim pożywieniem. Dopiero potem mogłabym rozglądać się jeszcze za jakimiś duszami do skonsumowania.
Przekroczyłam próg karczmy, odrzucając kaptur z głowy. Od razu do moich nozdrzy dotarł smród potu, alkoholu i wymiocin (jego źródłem był stolik w samym rogu pomieszczenia, wolałam więc nie zbliżać się do niego za bardzo), a także najładniejszy z nich - zapach mięsa. Poczułam ślinkę napływającą mi do ust oraz kolejny protest brzucha, dopominającego się o napełnienie go.
Błyskawicznie dopadłam do baru, uderzając obiema dłońmi w powierzchnię drewnianego blatu, aby zwrócić na siebie uwagę barmana. Ten podniósł na mnie znudzony wzrok, wciąż wycierając brudny kufel niewiele czystszą od niego szmatką.
- Hę? - burknął.
- Daj mi mięso - rzuciłam krótko.
- Jak zapłacisz.
- A jak nie, to co?
Co prawda, miałam przy sobie pieniądze, ale trawiące mnie głody pobudzały mój już i tak naturalny dar do kłócenia.
- To nie dostaniesz - barman wzruszył ramionami.
- A to ciekawe, bo ja uważam, że...
Nie dane mi było skończyć tą wypowiedź, gdyż ktoś niespodziewanie położył swoje łapska na mojej talii i oznajmił:
- Spokojnie, panienko. Jeśli nie masz pieniędzy, to mogę zapłacić za ciebie. A w zamian ty... - tu urwał, demonstracyjnie przesuwając jedną ze swoich dłoni niżej, na moje pośladki.
Odwróciłam się i spojrzałam spode łba na zupełnie obcego mi, wyraźnie pijanego faceta.
- Co to za mina, kotku?
- Łapy precz - rozkazałam chłodno.
- Ależ czemu, skar...
Facet urwał w pół słowa, kiedy sięgnęłam w bok, gdzie oparta o barowy stołek stała moja kosa. Zacisnęłam na niej dłonie i nim ktokolwiek zdążył zareagować, odcięłam mężczyźnie tułów od nóg. W karczmie zapanowała całkowita cisza.
- A teraz... - zwróciłam się do pobladłego barmana. - Poproszę moje mięso.
Tym razem się nie ociągał, ani nie zażądał zapłaty. Zaledwie minutę później opuściłam budynek ze sporym, kurzym udkiem w dłoni.
Na zewnątrz jednak, ku mojemu zdziwieniu, już ktoś na mnie czekał. Usłyszałam ciche, pojedyńcze oklaski. Odwróciłam się powoli w stronę źródła dźwięku.

<Czy ktoś chciałby dokończyć? :3>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz