poniedziałek, 22 grudnia 2014

Od Hori Cd. Noctis'a

Stałam tam przez dłuższy czas. Dzięki wilczym zmysłom mogłam dokładnie usłyszeć ich rozmowę. Każde ich słowo. Gdy odezwał się ten chłopak, myślałam, że wybuchnę śmiechem. On chyba kompletnie nie miał pojęcia z kim rozmawia. W końcu to najlepsi posłannicy Iluminatów... Najdziwniejsza jednak była ich reakcja. Czemu od razu go nie zabili? Może go obezwładnili i zabrali ze sobą do kwatery głównej na przesłuchanie...?
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk zatrzaskiwanych drzwi. Powinnam znowu uciekać. Jak długo mieli jeszcze zamiar mnie gonić? Ta zabawa zaczynała mnie powoli nudzić.
Podeszłam do ściany budynku i zaczęłam się wspinać. Zapleśniała rynna kamienicy była wyjątkowo śliska. Gdy dostałam się wreszcie na dach, usłyszałam coś dziwnego... Poczułam dziwny niepokój, zanim jeszcze moj mózg zdał sobie sprawę z tego... że zaczęto do mnie strzelać.
Przebiegłam na drugą stronę mokrego dachu, uciekając przed kulami. Zeskoczyłam na czyjś balkon i weszłam do środka. Nie byłam jednak sama. Od razu rzucił się na mnie mały pies, wgryzając się w moją nogę. Nawet nic nie poczułam, ale jego zaciekłe ujadanie mogło sprowadzić na mnie nieszczęście. Dla świętego spokoju uciszyłam go, podrzynając mu gardło. Kopnęłam jego ciało i wyszłam na korytarz. Szybko zamknęłam drzwi od zewnątrz, tak jak to było wcześniej już zrobione, by chociażby zachować pozory... Może nikt obcy nie zauważy...?
Przynajmniej właściciele będą mogli dłużej się zastanawiać nad tym, czemu ktoś włamał się do ich domu przez balkon, tylko i wyłącznie po to, by zabić im psa.
Uśmiechnęłam się ponuro, wyobrażając sobie ich twarze. Jako skrytobójca zdążyłam już wystarczająco zapoznać się ze śmiercią, by nawet ją polubić...
Rozejrzałam się dookoła i rozpoznałam ciemny korytarz, na którym mieszkał tamten chłopak. Właśnie w tym momencie zdałam sobie sprawę, że cała moja noga jest ukazana czymś lepkim... Sięgnęłam dłonią i delikatnie przejechałam palcem po nogawce.
Dotarł do mnie odór świeżej krwi. Mojej krwi.
- Cudownie - warknęłam sama do siebie. Czasem moje "moce" były przekleństwem. Nawet nie poczułam kiedy Iluminaci przestrzelili moją nogę na wylot.
Nie miałam większego wyboru. Musiałam coś zrobić, zanim kompletnie się wykrwawię...
Pobiegłam do znanych mi drzwi. Zapukałam. Tym razem otworzono mi od razu. Chłopak patrzył się na mnie z dziwnym wyrazem twarzy, którego nawet nie chciało mi się rozszyfrowywać.
- Mogę jeszcze na chwilę wejść? Mam do ciebie małą prośbę... - nie czekając na pozwolenie, przecisnęłam się obok niego i usiadłam na tym samym fotelu co wcześniej. Popatrzyłam na plamy krwi, które za sobą zostawiałam. Westchnęłam ze zrezygnowaniem i jakby zażenowaniem. - Oprócz trucizn... Masz tutaj jeszcze jakieś lekarstwa, prawda? Może być też alkohol. Do odkażenia. On też się nada... - mówiłam opanowanym, poważnym głosem. Z ociąganiem podwinęłam nogawkę, pokazując ranę. Łydka wyglądała gorzej niż się spodziewałam. Tym sukinsynom udało się ją naprawdę przestrzelić na wylot.

<Noctis?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz