czwartek, 25 grudnia 2014

Od Ingwar'a

Słońce chowało się za horyzontem. Ostatni jego promień muskał właśnie glebę. Na niebo wspinał się właśnie księżyc. Wybierał się na nocną przechadzkę. Gwiazdy zaczynały migotać. Pora była idealna. Wyciągnąłem notatnik i czarne pióro. Dookoła mnie rysowały się ciemne kontury, jak to w nocy. Wypełniała mnie wena. Wziąłem jeszcze do ust papierosa i zapaliłem go. Mogłem zaczynać. Na pergaminowej kartce pojawiały się kolejne słowa. Kończyłem coraz to kolejne zdanie książki. Wciągnęło mnie to. A otoczenie...sprawiało, że zagłębiałem się w tym jeszcze bardziej. Słowa, które pisałem wyglądały jakby błyszczały w mroku. Lecz to tylko złudzenie. Miałem nad wyraz wyczulone oczy. Ma to swoje plusy, a za razem minusy. W nocy widzę wszystko. Za to gdy nadchodzi dzień muszę nosić zwykle ciemne okulary. I to uczucie, że nie może się spojrzeć w niebo. Eh... Ale za to w nocy mogę wszystko. A na co wykorzystuję wszystko? Na pisanie jakiejś bzdetnej książki, której i tak nikt nie przeczyta. Nienawidziłem siebie samego za to co robiłem, ale to kochałem. Nienawiść i miłość do jakiejś rzeczy jednocześnie. Zaśmiałem się cicho.
Dopiero po dłuższym czasie zrozumiałem, że za kilka godzin wzejdzie słońce. Schowałem pióro, książkę i okulary. Wstałem i skupiłem się. Stałem się jednością ze światem. Poczułem bicie serca jakiegoś zwierzęcia. Nagle ogarnął mnie głód. Do miasta mi się nie chce iść, a chętnie coś zjem. Pobiegłem w stronę z której wyczułem zwierze.
Gdy zobaczyłem młodą sarnę kły same mi się wysunęły. Myśl o krwi tego młodego zwierzęcia...Mmhh. Przymierzyłem się do skoku. Byłem już wystarczająco blisko. Wyskoczyłem aby już wtopić się w ofiarę. Wtedy jak na moje szczęście musiałem w kogoś uderzyć. Od razu się podniosłem
-Uważaj na kogo skaczesz-powiedziałem łagodnie. Otrzepałem się i założyłem ciemne okulary. Powoli nadchodził dzień. Spojrzałem na osobę która we mnie uderzyła

<Jakaś fajna osoba?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz