Słońce chowało się za horyzontem. Ostatni jego promień muskał właśnie glebę. Na niebo wspinał się właśnie księżyc. Wybierał się na nocną przechadzkę. Gwiazdy zaczynały migotać. Pora była idealna. Wyciągnąłem notatnik i czarne pióro. Dookoła mnie rysowały się ciemne kontury, jak to w nocy. Wypełniała mnie wena. Wziąłem jeszcze do ust papierosa i zapaliłem go. Mogłem zaczynać. Na pergaminowej kartce pojawiały się kolejne słowa. Kończyłem coraz to kolejne zdanie książki. Wciągnęło mnie to. A otoczenie...sprawiało, że zagłębiałem się w tym jeszcze bardziej. Słowa, które pisałem wyglądały jakby błyszczały w mroku. Lecz to tylko złudzenie. Miałem nad wyraz wyczulone oczy. Ma to swoje plusy, a za razem minusy. W nocy widzę wszystko. Za to gdy nadchodzi dzień muszę nosić zwykle ciemne okulary. I to uczucie, że nie może się spojrzeć w niebo. Eh... Ale za to w nocy mogę wszystko. A na co wykorzystuję wszystko? Na pisanie jakiejś bzdetnej książki, której i tak nikt nie przeczyta. Nienawidziłem siebie samego za to co robiłem, ale to kochałem. Nienawiść i miłość do jakiejś rzeczy jednocześnie. Zaśmiałem się cicho.
Dopiero po dłuższym czasie zrozumiałem, że za kilka godzin wzejdzie słońce. Schowałem pióro, książkę i okulary. Wstałem i skupiłem się. Stałem się jednością ze światem. Poczułem bicie serca jakiegoś zwierzęcia. Nagle ogarnął mnie głód. Do miasta mi się nie chce iść, a chętnie coś zjem. Pobiegłem w stronę z której wyczułem zwierze.
Gdy zobaczyłem młodą sarnę kły same mi się wysunęły. Myśl o krwi tego młodego zwierzęcia...Mmhh. Przymierzyłem się do skoku. Byłem już wystarczająco blisko. Wyskoczyłem aby już wtopić się w ofiarę. Wtedy jak na moje szczęście musiałem w kogoś uderzyć. Od razu się podniosłem
-Uważaj na kogo skaczesz-powiedziałem łagodnie. Otrzepałem się i założyłem ciemne okulary. Powoli nadchodził dzień. Spojrzałem na osobę która we mnie uderzyła
Dopiero po dłuższym czasie zrozumiałem, że za kilka godzin wzejdzie słońce. Schowałem pióro, książkę i okulary. Wstałem i skupiłem się. Stałem się jednością ze światem. Poczułem bicie serca jakiegoś zwierzęcia. Nagle ogarnął mnie głód. Do miasta mi się nie chce iść, a chętnie coś zjem. Pobiegłem w stronę z której wyczułem zwierze.
Gdy zobaczyłem młodą sarnę kły same mi się wysunęły. Myśl o krwi tego młodego zwierzęcia...Mmhh. Przymierzyłem się do skoku. Byłem już wystarczająco blisko. Wyskoczyłem aby już wtopić się w ofiarę. Wtedy jak na moje szczęście musiałem w kogoś uderzyć. Od razu się podniosłem
-Uważaj na kogo skaczesz-powiedziałem łagodnie. Otrzepałem się i założyłem ciemne okulary. Powoli nadchodził dzień. Spojrzałem na osobę która we mnie uderzyła
<Jakaś fajna osoba?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz