czwartek, 25 grudnia 2014

Od Rachel Cd. Narcyzy

Praca w barze jako kelnerka nie sprawiało mi wcale radości. Potrzebowałam pieniędzy na własne utrzymanie, a i tak zarabiałam nędzne grosze. Nie był to wymarzony zawód, jednak wszystko wydawało się w porządku. Niestety cały koszmar zaczął się, kiedy szef zdecydował się zamienić moje ubrania robocze z długiej sukni zakrywającej kolana na krótką i wyzywającą, czarną sukienkę. Nie podobał mi się ten pomysł. O dziwo tylko ja takową miałam. Inne pracownicy wciąż wyglądały tak samo jak wcześniej. Jednakże zgodziłam się na to. Czy miałam inne wyjście? Liczyłam na podwyżkę.
Moja praca w takich warunkach trwała niedługo. Aż do dzisiejszego dnia.
Przez cały ten okres czasu byłam skazana na irytujące komentarze ze strony klientów - "Kiedy patrzę na taką ślicznotkę od razu mam nieczyste myśli", "Spotkamy się? U mnie w domu... wiesz, mam duży pokój i miękkie łóżko". Ignorowałem to i jedynie odpowiadałam "Proszę, o to pańskie piwo". Bo zazwyczaj tylko to zamawiali... Kiedy to wszystko przechodziło do kolejnego stanu, czyli łapanie mnie za tyłek, obmacywanie, uwodzenie, każdą sprawę zgłaszałam Arturowi. On tylko kazał mi się zwolnić z tej pracy. Taki przywódczy i ważny, a mnie po prostu olał. Nie rozumiał w jakiej sytuacji się znajduję. Byłam sama.
Poszłam więc powiedzieć o tym szefowi. Miałam nadzieję, że pomoże mi w tej kiepskiej sytuacji.
-Och, naprawdę? Dlaczego nie mówiłaś mi o tym wcześniej słonko? -słonko?
Niech się wali na ryj z takimi tekstami.
-Liczę na pańską pomoc w tej sprawie. -nie wypomniałam mu jednak tego.
Uśmiechnął się pod nosem, po czym przyparł mnie mocno do ściany.
-Nie pozwolę by ktoś dotykał MOJĄ kobietę. -powiedział, po czym zaczął mnie dotykać i całować, a także powoli ściągać moje ubranie.
Ten kretyn posunął się za daleko. Uderzyłam go kolanem w brzuch. On jednak okazał się silniejszy i dostałam od niego w twarz.
-Wiedziałem! Taka tępa suka jak ty nie powinna tutaj pracować! Co ty sobie w ogóle myślisz!? Spierdalaj stąd! -wypchnął mnie ze swojego małego gabinetu na środek baru.
Leżałam bezsilna, a napaleni mężczyźni stali nade mną kłócąc się, który pierwszy zrobi mi kilka "brzydkich rzeczy". Do akcji wkroczyła jedna z moich koleżanek pracująca w tym barze, która pomogła mi wyjść z budynku.
-Dziękuję ci Ashya. -powiedziałam.
-Nic wielkiego. To jednak ty powinnaś uważać. Czemu się zgodziłaś na takie rzeczy!?
-Nie mam pieniędzy... wiesz o tym...
-Wiem... przepraszam, że nie mogę ci w żaden sposób pomóc. Teraz muszę wrócić. Trzymaj się Rachel.
Szef ponownie do mnie wyszedł i podszedł do mnie mówiąc:
-Nigdy więcej nie chcę cię tu widzieć, jasne!? Zwalniam cię szmato! -po czym mocno szarpnął mnie za materiał sukni, który się oderwał. Od tego momentu każdy przechodzień mógł "podziwiać" moją krzywdę ukazaną nagim brzuchem i piersiami...
-Och i co teraz zrobisz biedaczko? Mogłaś oddać mi się, a nic by się nie stało. Bywaj... -powiedział wchodząc z powrotem.
Zaczęłam walić w drzwi i okna. Nie chciałam tam wracać, ale żądałam moich pieniędzy zarobionych przez ten miesiąc. Dwa dni temu minął termin mojej  wypłaty, której do tej pory nie dostałam.
-Coś się stało? -usłyszałam głos kobiety.
-Facet nie chce dotrzymać umowy. -odpowiedziałam wskazując na drzwi. -Zero etyki zawodowej, uwierzysz? -Rachel Lord....
-Narcyza. -To jak już się tak znamy, to może Ci pomogę?
-Nie chcą oddać moich zarobionych pieniędzy... nawet nie stać mnie na opłacenie czynszu za mieszkanie... -opadłam na ziemię ze łzami w oczach zakrywając nagie ciało.
Narcyza głęboko westchnęła.
-Da radę zrobić. -po czym weszła do baru.

<Narcyza? Takie troszkę długie... ;33>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz