Mimo woli mój wzrok poleciał do broni.
-Po to on jest. Żeby krzywdzić.
Ale schowałam sztylet i usiadłam,oplatając kolana ramionami. Chłopak przykucną,nad wodą. Jakby miał mnie zabić,mój medalion stałby się zimny jak lód. A był po prostu chłodny. Twarz miałam zasłonięta włosami.
-Isabelle. -mruknęłam.
Spojrzał na mnie. Nie usłyszał.
-Co?
Zapytał. Założyłam niesforne kosmyki za ucho.
-Mam na imię Isabelle. A ty?
Powiedziałam głośniej.
<Edgon? ;3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz