Skinęłam głową.
- Isabelle Evelyn Nightshade. A ten tutaj...- wskazał am na mojego towarzysza - to Christopher Zander Nightshade. Mój brat.
Nagle usłyszał am potworne zawodzenie zranionej istoty. Spojrzałam w tamtym kierunku. Blada wampirzyca jak wściekła smuga biegła w naszą stronę. Wysunęłam kły, nie było sensu się ukrywać. Z wrzaskiem rzuciła nie na mnie i brata. Chris odepchną Tibora,ja skoczył am po malaika leżące na ziemi. Drewniane miecze gładko leżały w mojej dłoni. Nasączone były specjalną substancją trującą na wampiry oczywiście. Okrążaliśmy się warcząc,w ogóle nie zainteresowani chłopakiem.Szybko pozbyliśmy się jej,ale ja zarobił am w cios w policzek. W końcu odcięłam jej ten pusty sagan XD i zajęłam się masowaniem obolałej części twarzy. Po chwili przestało boleć.
- Polujecie na wampiry a sami...
Przerwałam mu. Nie zamierzał am nawet tego słuchać.
- Nie jesteśmy jednymi z nich -z pogardą kopnęłam truchło- Jesteśmy djamphirami. Ja ściślej mówiąc swietoczą. Wampirami pół krwi. I to normalne że eliminujemy się nawzajem. Różnimy się pod niektórymi względami.
Rozumiesz?
Pozbierałam całą broń i dokładnie ją wyczyściłam,przed schowaniem.
<Tibor? :3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz