- Do jasnej cholery! - wydarłem się co było chyba słychać nawet kilometr dalej - Wchodzicie ludziom do domu i rozpierdalacie wszystko jak leci! Nie mogliście poczekać aż wyjdzie?!
Mężczyźni spojrzeli na mnie tak zdezorientowani jakby wydzierała się na nich 60-letnia staruszka z wałkiem do ciasta.
- Okej gońcie sobie tam kogo chcecie ale wiecie ile są warte książki, które właśnie depczecie?! - dalej nie miałem zamiaru się uspokoić - Wypierdalać! Jeszcze muszę drzwi naprawiać! Sio!
Chyła właśnie w tej chwili ich zdezorientowanie zmieniło się w złość.
- Chyba nie wiesz do kogo mó... - zaczął jeden
- Bardzo dobrze wiem, do trzech chuliganów, którzy rozwalili mi pół domu goniąc za jakąś dziewczyną...
- Zabójcą - przerwał mi jeden jednak nie zwróciłem na to najmniejszej uwagi - Dziewczyną - pokreśliłem - która kulturalnie przyszła, zapukała i weszła na herbatę, teraz proszę mi naprawić drzwi, a ja poczekam i będziecie sobie dalej ją gonić - powiedziałem rozsiadając się w fotelu.
Dwaj spojrzeli widocznie na swojego przywódcę, z którym właśnie mordowaliśmy się wzrokiem.
- Przepraszam bardzo, jeśli szanowny pan pozwoli chwilę ze sobą porozmawiać? - powiedział z lekką drwiną.
- Zależy o co zamierzasz pytać - mruknąłem.
- Po co ją wpuściłeś? Masz z nią jakiś kontakt? W ogóle wiesz kto to był? Kim ty właściwie jesteś? - zadał szybko parę pytań, na które nikt o normalnej pamięci nie dałby rady odpowiedzieć gdyż nie dość, że mówił szybko to cicho.
- Drzwi - przypomniałem.
Mężczyzna machnął na dwóch pozostałych, a Ci wzięli się za ich naprawę.
- Ponieważ prosiła o pomoc, nie mam z nią kontaktu, nie znam jej imienia, po prostu weszła na herbatkę. Noctis Timor - odpowiedziałem wolno i po kolei na każde z pytań.
- Ten dziwaczny ćpun, o którym gada pół miasta, że dostarcza każdemu trutki? - zapytał rozbawiony jakby mnie też szukał od dawna, nie umiał znaleźć i nagle wpadł na mnie przypadkiem.
- Wolę określenie alchemik, a trucizny nie rozdaje idiotą tylko tym, którzy potrafią nią dysponować i wiedzą jaka jest za nią odpowiedzialność - wyjaśniłem.
Zamknęło mu to na chwilę usta, na dość długą chwilę by jego koledzy zdążyli naprawić drzwi.
- Żegnam panów, mam nadzieję, że więcej nie będę musiał was tutaj gościć - powiedziałem wstając Mój rozmówca prychnął i wyszedł trzaskając drzwiami, a jego podwładni zaraz za nim. Usiadłem z powrotem w fotelu i zamknąłem telekinezą drzwi na klucz.
< Hori?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz