Nekromanta kiwnął głową i z trudem zebrał myśli. Nic się nie stało. Musiał siłą usunąć z pamięci wspomnienie bliskości jej ciała. Dopiero wtedy z palców trysnęły iskry a sztylet uniósł się na wysokości jego serca.
- Na Trag'Oula przybądź do mnie duszo. Przywołuję cię mocą Rathmy i połączonych Władców Bezkształtnejj Krainy. - jęknął gdy zaklęcie wyssało z niego część energii życiowej.
Miał jej niewiele. W końcu był martwy. Dlatego musiał pomagać sobie kryształami. Drżącymi palcami przywołał jeden z nich a kamień pękł pod uderzeniem lewitującego sztyletu. Nad ołtarzem w unoszącym się ze świecy dymie, zaczęło coś powstawać. Z początku niewielkie z każdą chwilą rosło coraz bardziej. Gdy zaczęło przypominać człowieka, Hori wydała cichutki pisk. Tibor skierował sztylet w jej stronę a z palca wyleciały krople krwi i dotknęły broni.
Obrócił ostrze do siebie i naciął własny nadgarstek. Zielona kropla wypłynęła po czasie. Wbił broń w kamienny ołtarz a duch zafalował niespokojnie.
- Zawiązuję cię z tym miejscem Arthurze. Możesz mówić, odpowiadać na pytania i będziesz pamiętał wszystko co dotychczas. - musiał uważać aby sie nie pomylić.
Mogli zapłacić najwyższą cenę.
- Masz być mi posłuszny i nie czynić niczego niedozwolonego. Nie zabijesz, nie poruszysz się ani nie będziesz używał zaklęć.
Duch skinął głową. Teraz nabrał już bardziej realnych kształtów a dotąd puste oczy zabłysły jak za życia. Drugi kryształ podleciał i pękł z głośnym hukiem. Tibor opadł na jedno kolano. Spojrzał na Hori.
- Masz godzinę.
<Hori? ^^ >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz