Tibor spojrzał ostro na nieznaną dziewczynę i odepchnął miecz od głowy. Chciał wstać, ale coś strzyknęło mu w plecach i niemal bezgłośnie jęknął.
- Polujecie na wampiry? - zapytał patrząc niepewnie.
- A co cię to obchodzi? - zapytała nieznajoma, nadal trzymając w pogotowiu miecz.
Z miejsca do którego go wcześniej przyłożyła kapała ciemna krew. Tibor starł ją gniewnie i w końcu wstał, otrzepując brudne od pyłu drogi ubranie.
- Ja nie jestem wampirem. - warknął wściekły.
- Nie widać. - powiedziała z uśmieszkiem.
Na twarzy chłopaka wyszły rumieńce gniewu, zaraz się jednak opanował. Nie mógł pozwolić aby nadmierne emocje mu przeszkadzały. W końcu teoretycznie jego już nie dotyczyły.
- Co tu robisz i kim jesteś? - zapytała chowajac w końcu miecz.
Był pokryty mała warstewką srebra, dlatego działał mu na nerwy.
- Nie powiem ci. - prychnął.
- Lepiej współpracuj. Mamy przewagę. - mruknęła.
Chłopak zaklął pod nosem i stłumił chęć urwania jej głowy. Potem by ją przyszył, ale cóż poradzić.
- Jestem Tibor Temor. - powiedział. - Skromny sługa Rathmy.
Zmarszczyła brwi.
- Rathmy? - wyszeptała.
- To nekromanta. Podobno Rathmici to strażnicy równowagi ale... bezczeszczą groby jak inni czarni magowie. - powiedział jej towarzysz.
Tibor podszedł szybko do niego.
- Nie bezcześcimy. - spojrzał wyczekująco na dziewczynę. - Teraz ty powinnaś sie przedstawić, jak myślę.
<Isabelle? ^^ >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz