Duch maga unosił się nieopodal. Uniósł dłoń i wyczarował niewielki mur, przezroczysty jak bańka mydlana, ale znacznie potężniejszy.
- Tiborze, nie potrzebuję waszego życia. Tylko pomocy. - powiedział zmęczony.
Nekromanta skupił energię i wystrzelił w przeciwników kulą intensywnie zielonego ognia. Spaliła pająki w przeciągu sekund.
- Nie mogłeś tego od razu zrobić? - zapytała nieco chyba zirytowana Narcyza.
Tibor przeczesał włosy z szerokim uśmiechem.
- Wybacz, moje zaklęcia nie są zbyt szybkie.
Machnęła ręką dając do zrozumienia, że wprawa nie jest ważna. Wówczas odczuli straszliwy wstrząs. Upadli na ziemię a z sufitu posypały się drobinki piasku, grożąc zawaleniem tuneli. Kaszląc rozejrzeli się wokół.
- Co się stało?! - krzyknęła dziewczyna.
Duch podleciał do niej z ociąganiem.
- Wygląda na to, że nie ma już wyjścia. Zniknęło pod zwałami kamieni.
<Narcyzo? ^^ >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz